Pencast – copywriting w e-mailach
Dziś nie będzie nowego artykułu na temat copywritingu. Zamiast tego zamieszczam eksperymentalny pencast. To coś nowego dla mnie, więc liczę na to, że temat będzie na tyle intrygujący, że nie zauważysz drobnych potknięć
Nagrywałem to na żywo, nie miałem możliwości edycji, więc jest jak jest. Napisz proszę, jak podoba Ci się taka forma przekazywania doświadczeń?


Cześć Darku


Forma przekazu doskonała, choć wielu pewnie ze względu na czas wolałoby mieć to przedstawione w formie pisanej
Co do zawartości, cieszę się, że pokazałeś drobne, czasem pomijane, a jednak bardzo ważne niuanse sztuki e-mail marketingu. Jestem subskrybentem już chyba setek list, więc doskonale rozumiem o czym tutaj mówisz
Pozdrawiam
Czyli jakbyś wysłał e-maila o tych zmianach i skupieniu na blogu i dołożył cokolwiek (może przesadzam), nawet darmowy pdf z czymkolwiek, to byłoby to lepiej odebrane i nie miałbyś tylu wypisów? Bo jednak oprócz suchej, nawet fajnej informacji, coś jeszcze ten czytelnik dostał?
To było najgorzej „wydane” przeze mnie 13 minut życia od dłuższego czasu. Nagromadzenie i przegadanie oczywistości. Panie Darku, ciekawa forma znacznie wyprzedziła treść. Rozczarowałem się, mimo, iż zagrywka z „pencastem” ciekawa. Pozdrawiam.
@Michał: Takie jest moje obecne stanowisko – każdy e-mail musi coś dać subskrybentowi. Mój był „pusty” i już wiesz, jak to się skończyło.
@Panie Zacny: Gratuluję! Dla wielu osób nie są to oczywistości, ja sam musiałem do tego dojrzeć…
„najciemniej pod latarnią”. Też wielu rzeczy nie wiem, a potem w pysk można się strzelić. Poza tym styl nowej rzeczy też się wyrobi w czasie
powodzenia.
Dziękuję, trafne spostrzeżenia, czegoś się nauczyłem
Pencast genialny, lepiej to się ogląda niż machającego rekami mistrza na tle nie do końca białej ściany/maty
Właśnie tak zrobiłem, identycznie. W informacji podałem tylko link do konkretnej informacji. Na tysiąc osób, o ten link poprosiło około 110 osób, ale żadna z nich nie wysłuchała co się kryje pod tym linkiem. Co mam jeszcze zrobić?
@mednatur: Oj, wiele może być przyczyn braku reakcji. Może być po prostu tak, że to zwyczajnie nikogo nie interesuje?
Może nie eksponujesz wartości kliknięcia? Może nikt nie czyta twoich e-maili – jak widzisz ciężko jest tak zgadywać…
Zacznij analizować swoją sytuację od początku, czyli:
1) czy wiadomość dotarła
2) czy została otwarta
3) czy została przeczytana
4) czy subskrybent zaciekawił się na tyle linkiem, by w niego kliknąć
5) czy to, co zastał na stronie docelowej spełniało jego oczekiwania
6) itd..
Zacznij od samego początku analizować swoje wiadomości i je optymalizować. Ale zawsze zadawaj sobie pytanie – czy TO naprawdę zainteresuje czytelnika?
Szczerze mówiąc czekałem, aż umieścisz tutaj właśnie coś w formie głosowej. Z Pencastem trafiłeś idealnie.
Gratuluję i oczywiście liczę na kolejne takie wpisy kolegi z branży. Pozdrawiam
Słynna zasada „dobro powraca”, kiedy coś daję, mogę coś sprzedać. Fajne narzędzie do rysowania
Gratuluję. Świetny sposób na prezentacje tematu.
Co to za narzędzie?
Gratuluję również estetyki bloga i tu mam pytanie Na jakiej skórce to zrobiłeś. Bardzo mi się podoba. Pozdrawiam
Bardzo ciekawa forma przekazywania wiedzy. Lubię takie nowinki(dla mnie to nowość).
Mam wrażenie, że łatwiej dociera treść, pobudza wyobraźnię. Dziękuję:)
@Krzysztof: Narzędzie, to Smartpen
A co do skórki bloga… pls… nie kopiuj…, nie powiem skąd ją wziąłem…
Forma pencastu bardzo mi się podoba. Pierwszy raz widziałem coś takiego. Następne wpisy mogą być wyłącznie takie jak dla mnie.
Mimo, że tematyką marketingu emailowego interesuje się już jakiś czas dopiero dziś dowiedziałem się o błędzie jaki mógłbym zrobić w najbliższym czasie. Czyli wysłanie „pustej” wiadomości o planowanym kursie.
Chętnie się dowiem co to za narzędzie.
Pozdrawiam,
Bardzo trafne spostrzeżenia.
Prowadzę sklep internetowy i zależy mi na sprzedaży jego produktów.
Jednym z jego działów są przyprawy do potraw, zorganizowałem ofertę wysyłania DARMOWYCH próbek po wpisaniu się na listę.
Osoby się wpisują ja wysyłam próbki (koszt – 1,55 znaczek) i buduję listę klientów.
Czy taki klient zakupi te produkty gdy otrzyma wiadomość z listy?
Czy wystarczy też dodać np. Darmowy e -bok, „Przyprawy do każdej potrawy”?
Czy trzeba jeszcze coś zastosować?
No cóż… wysłuchałam i tyle. Niczego nowego nie dowiedziałam się.
@Kazimierz: bardzo fajny pomysł z próbkami, tylko pytanie, czy otrzymują je osoby, które wyraźnie powiedzą, że je chcą?
Na Twoim miejscu po wysłaniu takiej próbki zaproponowałbym jakąś dobrą ofertę w atrakcyjnej cenie dla osób, które zdecydowały się przetestować produkt.
Przestaję tu zaglądać, zostaję.
Pozdrawiam
Rafał
bardzo dobrze zrobione, krótko i na temat bez zbędnego rozwlekania tematu, co niestety zdarza się bardzo często…
pozdrawiam
Świetny sposób prezentacji jakiego softu do tego użyłeś?
@gdaq: Smartpen (stąd Pencast) + Livescribe
Wysluchalam / i obejrzalam
/z zainteresowaniem.Kazda taka informacja ,to niczym repetytorium jaka droga nalezy isc w biznesie.
Niektorzy komentujacy napisali,ze nic nowego nie uslyszeli.J abardzo wiele,chociaz od ponad roku „studiuje” te zagadnienia.Tzn otrzymalam jeszcze raz przypomnienie ,jakich bledow mam unikac.M.in to,ze najwazniejsza jest jakosc,tego co oferujesz; ale nie to co ty wkladasz,tylko to co klientowi uda sie z tego wydobyc dla siebie.
Dziekuje i pozdrawiam
Zobaczyłam, wysłuchałam.Podoba mi się taka forma poparcia treści rysunkiem.Nietuzinkowe, Twój miły głos + prezentacja zapadły w pamięć.Wogóle lubię Cię czytać bo jesteś „inny” Mimo że dużo czytam ta wiadomość szczególnie utkwiła mi w pamięci.Pisz,pisz,pisz.Popieraj nietuzinkowym obrazem.Lubię Cię.
Według mnie przedstawiony powód wypisywania z listy jest raczej chybiony, a na pewno niepełny. Myślę, że trzeba na to patrzeć z zupełnie innej strony.
Subskrybenci zapewne zapisali się na Twoją listę nie dlatego, że czuli wewnętrzną potrzebę czytania Twoich maili, a z powodu tego, że zapis był warunkiem koniecznym na otrzymanie czegoś, co wówczas, w tamtej chwili, chcieli otrzymać. Już nie pamiętam, co ja dostałem za zapisanie się; teraz widzę, że reklamujesz newsletter jako poradnik „100% lepsze oferty sprzedażowe i reklamy”.
Nie oznacza to, że po kilku miesiącach od zapisania się klient nadal będzie czuł potrzebę szkolenia się w tym temacie – z różnych względów (zbyt łatwe, zbyt trudne, osiągnięcie zamierzonego celu, przekonanie się o niemożności osiągnięcia celu itp. itd.).
I jeśli adresat postrzega Cię jako blogera, który dwa razy w miesiącu coś do niego wyśle, jest w porządku. Nagle dostaje od Ciebie wiadomość: rzucam etat, rzucam wszystko, od teraz będę pisać więcej, więcej, więcej. U wielu mniej zainteresowanych osób w ich wyobrażeniach został przekroczony próg akceptacji ilości potencjalnych maili, które są skłonne odbierać od Ciebie (nawet bez czytania, kasowanie też jest uciążliwe).
I to jest, moim zdaniem, główna fala wypisań z Twojego newslettera.
@Lech: Ciekawa analiza i gdy spojrzymy na to szerzej, to moim zdaniem potwierdza przedstawiony przeze mnie punkt widzenia.
Bo zobacz, ktoś, kto zapisuje się na listę z zakresu copywritingu wyraża tym samym jakiś stopień zainteresowania tematem, tak? I teraz, jeżeli go to naprawdę ZAinteresuje, to nie będzie narzekał, że mu wysyłam za dużo materiałów, lecz, że za… MAŁO! Jeśli każdy przeczytany e-mail lub artykuł przyniesie mu bezpośrednie korzyści, to w życiu nie zrezygnuje z takiej żyły złota. Problem więc sprowadza się do dostarczania cenionej przez subskrybenta wartości.