search
top

Copywriter radzi: co poprawić w ofercie

Udostępnij znajomym na Facebooku
Albo po prostu kliknij:

24 lipca jeden z czytelników zamieścił taki oto komentarz do wpisu na moim blogu:

“Darku.
Zrobiłem taką “reklamę”, którą chcę umieścić w Internecie i którą kopiuję poniżej.
a. Tekst ten możesz wykasować jeśli narusza on Twoje prawa,
b. Możesz poddać pod dyskusję, a ja chętnie zbiorę negi od Internautów (wiedza nie przychodzi za darmo).

Zdecyduj sam. Oczywiście, jeśli sam się wypowiesz w tej sprawie i na ile tekst będzie skuteczny, i jakie popełniam błędy – będę zaszczycony…”

Jak mógłbym odmówić takiej prośbie? ;) Poniżej tekst tej reklamy i moje propozycje zmian. Jeżeli ktoś ma inne pomysły na jej ulepszenie – zapraszam do komentowania.

—— początek reklamy ——
Poszukuję wspólnika/inwestora na czas określony.

Polepszenie stanu finansów zawsze jest interesujące, a w moim przypadku szczególnie, ponieważ nawet zastanawiam się nad wejściem w układ z jakimś *Aniołem Biznesu*, lub z inwestorem posiadającym nadmiar pieniędzy, który nie chce lokować ich np. w banku. Proponuję wejście w układ na zasadach cichego wspólnika (to legalne).

Co mnie mianowicie interesuje?
Gotówka w wysokości od 30 – 100 tys. zł., którą wspólnik wkłada w mój pomysł i czerpie przez pewien czas zyski z procentu od realnych zysków.
30 tys. zł to kwota potrzebna na trzy patenty, wykonanie prototypu urządzenia i zakup materiałów do produkcji, sama produkcja i wejście na rynek. To wersja minimum.
100 tys. zł w wypadku powielenia projektu i automatycznie zwiększenia zysków w stosunku do czasu.

Potrzebne też są: mały samochód dostawczy, lub większy osobowy, oraz laweta (co prawda nie do przewozu samochodów), ale jako zamiennik dużego samochodu ciężarowego. To na początek. Resztę kupi się w trakcie rozwoju firmy.

Dalej.
Projekt ten zakłada również sprzedaż franczyzy, własną produkcję towaru, własną produkcję – nazwę to – narzędzi. Oznacza to, że zyski kooperantów przejmujemy my.

Poza tym, sprzedaż franczyzy polegałaby na dawaniu pracy osobom nie posiadającym pieniędzy, ale z pełnym zabezpieczeniem (opracowałem skuteczny system zabezpieczeń). To umożliwi szybki rozwój firmy poprzez znajdowanie osób mających „smykałkę” do interesów, ale nie posiadających gotówki.

Zasada zysków.
Franczyzobiorca sprzedaje nasz towar, naszymi narzędziami i pod naszym szyldem. Zyski pochodziłyby z: franczyzy i sprzedaży naszego towaru franczyzobiorcy.
Czy byłyby zyski ze sprzedaży patentu? Nie wiem tego jeszcze.

Co posiadam.
1. Opracowałem biznes plan w około 80 %. Brakuje pewnych prostych wyliczeń, które wykonam w Excelu.
2. Mam opracowane logo i nazwę, których nie ma w Urzędzie Patentowym.
3. Posiadam odręczny rysunek narzędzia, które też nie figuruje w Urzędzie Patentowym.
4. Sprawdziłem rynek. Właśnie sprawdzałem rynek miejscowości wypoczynkowych. Wróciłem 3 dni temu z Łagowa. Brak „mojego” towaru na rynku, a towar schodziłby jak świeże bułeczki – mam taką nadzieję.

Co ciekawe, nie ma konkurencji (?). Dlatego wszystko musi być opatentowane w pierwszej kolejności.
5. Mam opracowane przepisy towaru do sprzedaży, oraz technologię produkcji.

Uważam więc – wracając do tematu -, że sprzedaż towaru w miejscowościach wypoczynkowych przez okres od czerwca do października przyniósłby zyski całoroczne. A takich miejscowości jest????….

Tak po krótce i bez zdradzania szczegółów naświetliłem „moje potrzeby”.
Jeśli jest Ktoś zainteresowany, możemy przeprowadzić wstępne rozmowy przez sieć, następnie osobiste.

Zasada jest prosta. Ja daję pomysł, a inwestor/wspólnik płaci za wszystko – nawet za sracz na dworcu.

Proszę o odpowiedź osób zainteresowanych na adres: mirgag@gmail.com , ale:
1. Proszę jedynie o nie pisać, że jestem zbytnim optymistą – jestem optymistą.
2. Albo co będzie, jeśli… – po to są problemy by je rozwiązywać.
3. Lub co się stanie, jeśli ten interes „nie wypali” – jest wariant zapasowy, nauczymy się, jak skutecznie żebrać pod Kościołem…
Pozdrawiam i czekam na rzeczowe propozycje.
Podpis
PS.
Zastrzegam sobie prawo wyboru oferty.

—— koniec reklamy ——-

Zacznijmy od początku, czyli od nagłówka. “Poszukuję wspólnika…” nie jest najlepszym nagłówkiem. Jeżeli chcesz zdobyć partnera do współpracy, musisz mu “sprzedać” pomysł. Obecny tytuł niczego nie mówi, a powinien od razu wprowadzić w temat. Ponieważ nie chcesz na razie zdradzić szczegółów swojego pomysłu, trzeba zadowolić się czymś zastępczym. Może tak: “Inwestycja dla leniwych, czyli jak zarobić bez żadnego wysiłku. Niech inni pracują za ciebie”.

Pierwszy akapit delikatnie mówiąc jest mało interesujący. A powinien choćby w zarysie zaskoczyć największą korzyścią z wejścia w spółkę z Tobą. Musisz je przedstawić z punktu widzenia potencjalnego wspólnika a nie jak dotychczas: “Co mnie interesuje”.

W tej ofercie powinieneś przemawiać bezpośrednio do odbiorcy – potencjalnego wspólnika. Tymczasem raz piszesz “wspólnik wkłada w mój pomysł”, a później “My”.

Powinieneś dopracować opis przedsięwzięcia. W tej chwili jest to bardzo chaotyczne, jakbyś przed chwilą napisał to na kolanie. Sprawia to wrażenie niedopracowania przedsięwzięcia. Jeżeli chcesz zdobyć inwestora, to musisz go przekonać, że dobrze wiesz co robisz i wszystko dopracowane jest w najdrobniejszych szczegółach.

Korzyści. Tak się skupiłeś na próbie opisu, że zapomniałeś o uwypukleniu korzyści dla inwestora. A to powinna być zasadnicza część oferty. Ponieważ nie chcesz podać szczegółów przedsięwzięcia, to korzyści muszą przekonać go do skontaktowania się z Tobą. Jeśli masz opracowany biznesplan, to podaj chociaż rząd wielkości przyszłych zysków. Niech stanie się to bardziej namacalne, bo na ten moment najbardziej konkretną częścią tej oferty jest suma, jakiej potrzebujesz.

Końcówkę oferty odpuściłbym sobie całkowicie. Próbujesz rozwiać pewne wątpliwości, jednak moim zdaniem tylko je w ten sposób pogłębiasz. Twoja oferta powinna kończyć się informacją o sposobie skontaktowania się. W tej sytuacji mail moim zdaniem nie wystarczy. Powinieneś podać telefon.

To tyle. Ktoś ma inne uwagi? Zapraszam do komentowania.

Udostępnij znajomym na Facebooku
Albo po prostu kliknij:

Liczba komentarzy: 13 do artykułu “Copywriter radzi: co poprawić w ofercie”

  1. mirgag pisze:

    Darku

    Jestem Ci bardzo wdzięczny za komentarz. Byłem pewny, że coś powiesz i skrytykujesz (pozytywnie/rzeczowo oczywiście i tego od Ciebie oczekiwałem).

    Masz zupełną rację – brakuje tutaj “widocznych korzyści dla wspólnika”. Ale to zamierzone. Ktoś, kto jest w temacie wie, kim jest “cichy wspólnik”, jakie ma prawa i co przez to zyskuje inwestując w projekt.

    Więc zastosowałem tutaj rodzaj sita, by nie każdy chciał do mnie napisać, (bo, po co?…), a jedynie osoby zainteresowane i rzeczowe, które wiedzą niejako z góry jak te korzyści się dla Niego przedstawiają bez zbędnych słów.

    Końcówka ma przedstawić moją osobowość w sposób nieszablonowy: osoba zorientowana na osiągnięcie celu, pewna siebie, ale też nie sztywna.

    Ale to prawda, że tekst pisałem “na kolanie” i wysłałem ad hoc, choć przeczytały ten tekst cztery osoby. (Widocznie słownie potrafię lepiej przekonywać, niż tekstem pisanym…).

    Niewątpliwym błędem jest niespójność: „JA” i „MY”, oraz brak telefonu. Zabrakło mi tutaj „burzy mózgów” by wychwycić tak proste błędy poprzez sugestie współpracowników (Ty ten brak tutaj, na swoich stronach niejako nadrabiasz). Tak trzymaj.

    Dziękuję bardzo i pozdrawiam.

    Mirosław

  2. mirgag pisze:

    Większość ludzi, próbując pisać ogłoszenie, natychmiast przyjmuje napuszony, uroczysty styl jakby starając się wykazać, że są niezwykle wykształceni, lub choćby zdolni. Używa języka, wyrazów, po które muszą oni i adresaci tekstów sięgać do słownika.

    Wynikiem tego jest specjalny, ogłoszeniowy język, który ma jedną cechę – jest słabo zrozumiały dla ogółu. Nie ma charakteru osobistego. Jest nieskuteczny.

    Aby napisać skuteczne ogłoszenie, wystarczy znaleźć „dobry obiekt do sprzedania”. Specjaliści twierdzą, że to wszystko.

    Każdy z tych nagłówków, które przytoczyłeś wyżej i które powinno się zastosować powinien apelować do między innymi znanych nam cech motywacji: Nieśmiertelność, Uznanie, Miłość, Nagroda oraz uniknięcie Kary.

    Siła przekonywania zależy od dramatyzmu (albo humoru jak zastosowałem w moim przypadku), a więc od tego, jak długo utkwi w pamięci treść ogłoszenia.

    Nie ma w tym żadnej magii, choć agencje reklamowe starają się nam to wcisnąć.

    Trzeba działać na wyobraźnię konkretnego adresata treści, a ogłoszenie musi/powinno moim zdaniem być napisane w formie ciepłego, przyjacielskiego listu.

    Przecież ludzie uwielbiają otrzymywać listy… Ogłoszenia mniej, lub wcale.

    … To takie luźne refleksje, które przyszły mi do głowy.

  3. Różni czytelnicy – różne wymagania. Nie ma jednej stałej formuły, która działa zawsze i na każdego. Trzeba dopasować przekaz do grupy docelowej tak, by czytała tekst od kogoś z tejże grupy.

    Ależ zebrało Ci się na refleksje ;)

  4. Mirku,
    w pierwszych słowach swojego komentarza chciałem stwierdzić, że Darek potraktował Cię w ocenie Twojej oferty bardzo łagodnie.

    Przepraszam, że się wymądrzam, ale moim zdaniem Twoja oferta jest raczej kiepska, a w każdym razie nieprzekonująca.

    Przede wszystkim ona jest pisana tylko i wyłącznie z Twojego punktu widzenia i nie dostrzegam jakiegokolwiek powodu, aby ktoś miał wejść z Tobą w układ biznesowy.

    Dlaczego ktoś miałby wchodzić w biznes z Tobą, jak nie może dostrzec ani cienia gwarantowanych korzyści dla siebie? On musi się domyślać, że dane Ci pieniądze nie pójdą w błoto, bo…

    Właśnie, wyobraź sobie przez chwilę, że jesteś osobą czytającą Twój tekst i posiadającą nawet wolna gotówkę. Przecież od razu rzuci Ci się w oczy, że nie ma ani jednego zdania, aby odczuć, że jesteś partnerem w biznesie. Nie, jesteś tylko dostarczycielem gotówki i wara, żebyś się nawet odezwał z głosem doradczym.

    Być może znasz szaleńców, którzy pozytywnie odpowiedzą na Twój tekst. W takim razie nie trać czasu na pisanie “oferty” i idź z nimi pogadaj. Osiągniesz lepszy efekt.

    Jeśli nastawiasz się, że w Internecie ktoś zachwyci się Twoim tekstem i na jego podstawie uwierzy, że może zrobić świetny biznes, to uważam prawdopodobieństwo takiego przypadku za O%.

    Jednocześnie pisząc te słowa chciałbym się mylić, bo przecież to jest Twój biznes i życzę Ci sukcesu.

    Jerzy Kostowski
    http://www.szansadlaciebie.pl

  5. mirgag pisze:

    Jerzy

    Doceniam Twoje uwagi i Twoją szczerość. Takie teksty mobilizują do myślenia i z pewnością mnie zmobilizowałeś, podobnie jak Darek. Bardzo Ci dziękuję.

    Zwróć uwagę, że ja nie sprzedaję towaru jako takiego z myślą o jak największej liczbie osób, ale potrzebuję jednego człowieka/inwestora z bardzo małej grupy, które wiedzą, co to znaczy „cichy wspólnik”.

    Osoby niezorientowane mogą nawet pomyśleć, że interes jest nielegalny w oparciu o słowa „cichy wspólnik”. Te osoby mnie nie interesują.

    Piszesz Jurku o „gwarantowanych korzyściach”. A gdzie masz takie gwarantowane korzyści w wolnym biznesie?…

    „Nie możesz odczuć, że jesteś partnerem w biznesie” – czytam dalej. I owszem, „cichy wspólnik” nie jest partnerem, o jakim myślisz, nie ma prawa nawet ingerować w to, co czynię.

    Pozwól, że wyjaśnię Ci, o co chodzi gdyż widzę, że nie jesteś zorientowany w temacie.

    W spółce cichej jeden ze wspólników (cichy wspólnik) wnosi wkład majątkowy do podmiotu gospodarczego, za co w zamian otrzymuje pewną część zysku z prowadzonej działalności – jest to zresztą jedynie uprawnienie. W spółce takiej wspólników nic nie łączy, ani majątkowa, ani organizacyjna, ani też osobowa. Cichy wspólnik nie odpowiada za zobowiązania prowadzonego przedsiębiorstwa, gdyż w myśl prawa “nie istnieje”, a jedynie na zasadzie swobody umów, o której mowa w Kodeksie cywilnym (art..352 k.c.).

    Spółka cicha jest formą działalności gospodarczej, która w przeszłości była uregulowana przepisami kodeksu handlowego z 1934 r. Przepisy wprowadzające kodeks cywilny w 1964 r. (Dz. U. z 1964 r. Nr 16, poz. 94) uchyliły normy prawne (jak wiele innych w tym nie mówiono też o Prawie wekslowym, które uniemożliwiały kontrolę przepływu gotówki), a które regulowały funkcjonowanie spółki cichej.
    Podaję treść artykułów i oryginalne słownictwo:
    Art. 682 KH
    § 1. Kto jako spólnik uczestniczy wkładem w przedsiębiorstwie kupca, prowadzonem przez tegoż w imieniu własnem, jest spólnikiem cichym.
    § 2. Spólnik cichy nie odpowiada wobec wierzycieli za zobowiązania kupca.
    Art. 684 KH
    § 1. Spólnik cichy uczestniczy w zysku i stratach w stosunku odpowiadającym słuszności.
    § 2. W stratach uczestniczy spólnik cichy do wysokości umówionego wkładu.
    § 3. Umowa spółki może zwolnić spólnika cichego od udziału w stratach.

    Do istotnych elementów stosunku spółki cichej należą więc:
    - uczestniczenie w cudzym przedsiębiorstwie (strony dążą do osiągnięcia wspólnego celu gospodarczego),
    - poprzez wniesienie wkładu (wkład wspólnika cichego, który może być w formie zarówno pieniężnej, jak i niepieniężnej, staje się częścią majątku przedsiębiorcy),
    - w zamian za udział w zysku (nie można wyłączyć wspólnika cichego od uczestnictwa w zyskach – inaczej jest w odniesieniu do strat),
    - wyłączenie osobistej odpowiedzialności (wobec wierzycieli przedsiębiorcy).

    Przyznasz więc Jerzy, że moja treść oferty/reklamy nie jest przeznaczona do/dla przeciętnego odbiorcy.

    Jeszcze jedno, Twój cytat – „uważam prawdopodobieństwo takiego przypadku za O%” – koniec cytatu.
    Otóż Jurku, właśnie mam się spotkać w tej sprawie z pewnym Przedsiębiorcą osobiście… Właśnie jest to odpowiedź na ten tekst, tutaj zamieszczony…

    Nie mówię, że spiszemy umowę, ale…

    Pozdrawiam i dziękuję za pouczającą wypowiedź.
    Mirosław.

  6. Artur pisze:

    “Siła przekonywania zależy od dramatyzmu (albo humoru jak zastosowałem w moim przypadku), a więc od tego, jak długo utkwi w pamięci treść ogłoszenia.”

    Nie wiem jakim autorytetem podpierasz tę tezę, ale John Caples (jeden z mistrzów copywritingu i reklamy bezpośredniej) twierdzi, że humor bardzo rzadko sprzedaje.

    Wartość sprzedaje a nie dramatyzm, ot co!

    Jeśli produkt jest bezwartościowy to żaden dowcip czy dramaturgia go nie sprzeda.

  7. Arturze.

    Jak więc wyjaśnisz biblijną opowieść o Mojżeszu? Same opowieści o Mesjaszu były nic nie warte. Co było skuteczne u Tego mówcy? Przecież do dzisiaj ponad miliard ludzi wierzy w człowieka który zmartwychwstał, a przyczyniły się do tego tylko listy Pawła Apostoła, który nigdy w życiu Go nie spotkał.

    Dobrze, inaczej.

    Czarnoskóry Friderick Douglass mówił: „jeśli potrafię przekonać, potrafię poruszyć cały świat”. Miał rację. Potrafił wyczarować „obrazy” w umysłach ludzi. Umiał wpoić swoje wartości. Zmieniał przekonania ludzi. A więc przyjemność, jak i ból (przykrość) w umysłach stanowi silny czynnik motywacyjny.

    Jeśli to działa, to czemu by nie spróbować?…W dzisiejszych czasach, brak siły oddziaływania na innych i przekonania, to brakujące ogniwo w przepisie na sukces.

    Co z tego, że jesteś najbardziej uczciwym człowiekiem, kiedy nie potrafisz przekonać innych do tego, w co wierzysz, jeśli nie potrafisz nawet przekonać swoją partnerkę do czegoś, choćby wyjścia na spacer?

    W procesie komunikacji „ci kryształowi ludzie” mogą być odbierani jako krętacze, gdyż nie potrafią właściwie przekonać innych do siebie.

    Natomiast umiejętność przekonywania, to podstawa wszystkiego – miłości, bogactwa, szczęścia. Jeśli zdobędziesz umiejętność przekonywania, ludzie zaczną Cię lubić, szanować i robić dla Ciebie to, czego dla innych by nie zrobili.

    Owszem, na to potrzeba czasu, ćwiczeń. Dlatego jestem na tym Szacownym Forum by czegoś się nauczyć od innych Kolegów. Czyż to nie proste? Mam się wstydzić swojej niewiedzy w tym zakresie?…

  8. Cwikus pisze:

    Szanowny mirgag,

    Może podrzucisz poprawioną wersję ogłoszenia po sugestiach kolegów, póki co zdajesz się tylko dyskutować z osobami próbującymi Ci słusznie uświadomić o – niestety – marnej treści Twojego przekazu.

    Czytając Twoje wypociny nie zainwestowałbym – nawet, gdybym miał i 400.000 tys zł na wolnej ręce, z prostego powodu o którym niżej.

    Poddałeś się dobrej formie w kwestii zachowania szczegółów inwestycji i ochronie swojego pomysłu (wszak najgłupszą rzeczą byłoby “wypaplanie” się we własnej “ogłoszenioszansie”), lecz niepotrzebnie utrudniłeś też “złoty pomyślunek” osobie czytającej.

    Jeśli jestem inwestorem, oczekuję pewnych rzeczy w takiej ofercie. Brak mi napominania o moich zyskach, o tym że to szansa nie tylko dla Ciebie, ale też dla mnie. Tekst o czasowych zyskach zapachniał mi na dzieńdobry jak odcięcie od złotej żyły, gdy moja gotówka w formie krwistej będzie już tuż przy sercu.

    Takie szczegóły można ustalać raczej na poziomie negocjacji, ponieważ w pierwszej odsłonie propozycji nikt nie weźmie takiego przekazu za pozytywny.

    Ogólnie im niżej, tym chyba gorzej a “najlepsze” jest zdanie o sraczu i kościele, ze stylizowanej na poważną choć ludzką ofertę wkraczasz w sferę “jeśli nie używasz takich słów i porównań, olej mnie”.

    Nie możesz oceniać oferty swoją perspektywą.

    Postaw się w roli inwestora z 100.000zł i poszukaj, gdzie mógłbyś ulokować gotówkę. Pozwoli Ci to doszkolić się na cudzych trudach i sam dowiesz się, co w takiej ofercie jest bardziej potrzebne, a czego możesz się pozbyć.

    Na pewno nie powinieneś przerabiać tego tekstu. Sugerowałbym napisanie drugiej wersji, osobnej. Porównasz sobie obie i będzie tylko lepiej.

    Serdeczne pozdrowienia.
    Cwikus

  9. Szanowny Cwikus.

    Dokładnie przeanalizowałem Twój tekst i całkowicie się z nim zgadzam.

    Z mojego punktu widzenia uważałem, iż jeżeli wspomnę o „cichym wspólniku”, to osoba znająca ten termin i ogólne zasady z tym związane będzie wiedzieć, na jaki procent od zysków może liczyć. Jeśli nie, to plus dla mnie, gdyż mogę negocjować warunki „na przekazaną mi gotówkę”.

    Akurat trafiłem na wspólnika, który zna się na rzeczy, a sprawa rzeczywiście wymagała dopracowania i dopowiedzenia pewnych szczegółów „w cztery oczy”.

    Pomijam cały Twój tekst jako całkowicie słuszny i skupię się na zdaniu: „Na pewno nie powinieneś przerabiać tego tekstu. Sugerowałbym napisanie drugiej wersji, osobnej. Porównasz sobie obie i będzie tylko lepiej”.

    Ponieważ sprawa, o której piszemy jest zamknięta (mam wspólnika i realizujemy mój pomysł), to w następnym moim pomyśle zastosowałem Twoją sugestię już wcześniej.

    Opracowałem kilka wersji ogłoszenia i je wysłałem. Teraz sprawdzamy, która wersja do końca roku przyciągnie największą ilość osób zainteresowanych. Ta też wersja będzie opublikowana w regionie (jest to pomysł na region Łodzi i Warszawy).

    Również Cię pozdrawiam i dziękuję za pozytywną krytykę.

  10. Cwikus pisze:

    Życzę sukcesu, sam jestem na etapie rozkręcania własnej działalności i tylko upór, wieczne dążenie do celu i święty cel: niepracowanie na czyjeś dupsko – te rzeczy trzymają mnie jeszcze przy życiu ;-)

    Pozdrawiam, dobroci!

  11. To, że udało Ci się złapać inwestora na taką ofertę świadczy tylko i wyłącznie o tym, że internet jest nieprzewidywalny. Właściwie to ludzie są nieprzewidywalni.
    Nie wiem, ja bym to wrzucił od razu do spamu .
    Dla mnie ta oferta ma wartość taką jak wciąż skądś przychodzące (głównie Senegal) oferty strasznie przez życie skrzywdzonych lasek, które w dodatku mają na koncie 7,5 mln dolarów. Co ciekawe, używając pewnych technik zobaczyłem sobie na moim monitorze twarzyczkę tej “superlaski” gapiącej się we własnego webcama. :) :):) Tylko, że ani nie była to kobieta, ani śliczny nawet chłopczyk. Typowe murzynisko naciągacz. Wysłałem mu zdalnie ciąg poleceń na komputer. Chyba się zdziwił :) , bo na końcu było “format c:”-już nie pisze.
    Wracając do Twojej oferty.
    Skąd wiesz, czy pisząc ją ponownie w stylu wskazywanym przez kolegów nie złapałbyś “Pana Boga za nogi”, czyli dużo poważniejszego inwestora.

    Albo jeszcze inaczej… dlaczego zakładasz, że potencjalny inwestor musi “na dzień dobry ” wiedzieć co to jest “cichy wspólnik”???
    A może mam kasę wolną i chciałbym gdzieś zainwestować i mimo już posiadanych kilku inwestycji np. sklepy i nieruchomości, chciałbym w coś takiego wejść.
    Z góry mnie skreśliłeś.
    Ja bym Ciebie też skreślił. Nie podanie w TAKIEJ ofercie Imienia i Nazwiska i przynajmniej telefonu to duży błąd.
    A powinieneś przynajmniej podać te właśnie wiadomości, co to jest cichy wspólnik !
    Oczywiście życzę “wypalenia ” e-biznesu, jak najbardziej.
    Ja też często działałem spontanicznie i bez przemyślenia i jedne biznesy wychodziły inne zamykałem. Najważniejsze się nie zrażać i non stop próbować.
    http://www.reloj.pl
    http://www.sempowicz.pl

  12. mirgag (CoM-TexT) pisze:

    Do Jerzego Sempowicza.
    Szanowny Jerzy. Nic mi się nie udało, bo “udaje się” policjantowi – złapać złodzieja i prostytutce – klienta. Uczciwie sobie na to zapracowałem.

    Moje oferty (dokładnie 3 wersje) na pewno przeczytało setki osób i również je odrzucali. To normalne. Ale spamem jest oferta niezamówiona, czyli moja taką nie jest, bo do nikogo maili nie wysyłałem.

    Spamem nie jest też tekst wyżej, bo… właśnie nie podałem danych, a wogóle to propozycję tekstu zamieścił właściciel forum z czego jestem zadowolony, bo dzięki temu wiele się dowiedziałem od wypowiadających się Kolegów.

    A i inni z tekstów też skorzystają.

    Masz rację co do danych osobowych i telefonu. W ofertach te dane były umieszczone nawet z tego względu, że osoba zainteresowana musiała się ze mną skontaktować. Czy tego faktu nie można się domyśleć?

    Dalej. Jeśli ktoś jest na tyle leniem, by nie chcieć się dowiedzieć kto to jest “cichy wspólnik” przed rozmową/spotkaniem, to ja też nie będę mieć z niego pożytku. Biznes jest dla ludzi myślących/pracujących, a nie dla leni. Ale przecież w wypadku braku czasu zainteresowanego, można spytać, a ja byłbym skłonny ten termin dostatecznie wyjaśnić, co zresztą robiłem.

    Nie potrzebuję “klepania po plecach”. Interesuje mnie szczera, konstruktywna krytyka osób zainteresowanych, lub praktyków. Dlatego i Tobie dziękuję za skreślenie tych kilkudziesięciu słów.

    Dzisiaj jestem na etapie: “Jak uzyskać 18 500 zł dla każdego z moich potencjalnych partnerów z Urzędu Pracy na zorganizowanie im miejsca pracy”. Nie można założyć dochodowej firmy za te pieniądzę? Można i ja jeszcze z nich trochę uszczknę… a później będę mieć stały (pasywny) dochód za… moją aktywność.

    Powoli do wszystkiego dojdę, nauczę się, sprawdzę pod względem formalnym i prawnym… Trzeba jedynie czasu i pieniędzy.

  13. Niestety z chronicznego braku częściej skanuję tekst niż dokładnie czytam, więc nie doczytałem się, że były 3 wersje tejże oferty i że zawierały wszelkie dane kontaktowe.
    Wersja , którą zamieściłeś do “korekty” jest więc nieco okrojoną wersją i nie dziw się , że ja i koledzy zwracają na to uwagę, że brak w niej danych kontaktowych.
    Co do “klepania po plecach” :) , ja Ci naprawdę dobrze życzę. Im więcej takich zapaleńców tym lepiej dla wszystkich.Jak widzę tych wszystkich , którym się nic nie chce to mnie trafia. A Tobie “się chce” :)
    Poza tym, jeśli Twój biznes jest mocno innowacyjny to zainteresuj się programami innymi niż oferuje Urząd Pracy .
    Sprawdź na stronach PARP – http://www.web.gov.pl/ i tutaj http://www.parp.gov.pl/
    Możesz uzyskać czasem spore środki. Ciężko, ale zawsze.
    Mój serdeczny kolega uzyskał 80.000 pln na założenie i rozwój firmy. Drugi kumpel niestety nie. Ale , może warto spróbować.
    Zapisz się na newsletter PARPu,. Jak nie teraz to może w przyszłości stworzysz jakiś ciekawy biznes wspierając się pieniędzmi na to przeznaczonymi. Jeśli takowe są, to dlaczego ich nie brać?
    Sempowicz Jerzy
    http://www.reloj.pl
    http://www.sempowicz.pl

Napisz swój komentarz

top